Nie ma róży bez twarzy?
Co ma wspólnego róża polarna z rozpoznawaniem twarzy? Jak to jest gdy odchodzi się z corpo do startupu? Jak finansowane są inne startupy w Europie? O tym wszystkim rozmawiam z Tomkiem - jedną z pierwszych osób w Polsce zaangażowaną przez startup Polar Rose.
- D: Tomku, bywalcy bootstrapa znają Cię jako żywiołowego prelegenta i fascynata technik wyszukiwania informacji, spróbuj w kilku słowach zaprezentować się wszystkim innym.
- T: Nazywam się Tomasz Korzeniowski jestem początkującym muzykiem i troszkę bardziej zaawansowanym informatykiem. Kocham życie, moja żonę i tak jak Danielu wspomniałeś interesuje się wyszukiwaniem informacji oraz eksploracja danych.
- D: Jesteś jednym z developerów w startupie Polar Rose. Opowiedz nam czym się zajmujecie?
- T: Naszym celem jest opracowanie technologii precyzyjnego przeszukiwania zdjęć umieszczonych w internecie. Obecnie jesteśmy skoncentrowani na wyszukiwaniu i rozpoznawaniu ludzi na zdjęciach. Generalnie rozpoznajemy twarz na zdjęciu, budujemy dla niej wektorowa reprezentację, a następnie próbujemy sklasyfikować wektory do odpowiednich klastrów. Na bazie naszej platformy rozwijamy aplikacje, które udostępnią naszą technologię w formie zabawek. Nie planujemy współpracy z smutnymi instytucjami czy agencjami rządowymi.
- D: Jak to działa w praktyce? Wyobraźmy sobie, że mam zdjęcie z imprezy - czy za pomocą waszej technologii mogę dowiedzieć się kim są jej uczestnicy?
- T: To jest dokładnie ‘use case’ nad którym obecnie pracuję. Wraz z moim bardzo zdolnym przyjacielem Bartkiem Rymkowskim i kolegami z zespołu Computer Vision zbliżamy się do końca naszych eksperymentów z funkcją odległości oraz określeniem wag w faceprint i w najbliższej przyszłości podzielimy się wynikami naszej pracy z użytkownikami.
- D: Jaka jest Twoja rola w zespole?
- T: Jestem inżynierem oprogramowania odpowiedzialnym za budowę naszej platformy. Obecnie wraz z Bartkiem koncentrujemy się na budowie modułu do wyszukiwania i klastrowania twarzy.
Ponieważ jestem przedstawicielem Polar Rose w Polsce muszę pełnić również inne role takie jak: HR-owca, “złotej raczki”, gospodarza, asystenta…. itp.
Bardzo często pełnię też funkcje proxy pomiędzy moimi kolegami w Szwecji, a naszym polskim prawnikiem czy księgowością.
Doświadczenie jaki zdobyłem podczas zakładania oddziału firmy zagranicznej w Polsce uświadomiły mi ogrom różnic pomiędzy Polska a tzw. zachodem. - D: Wiem, że pracujesz zdalnie. Jak wygląda taka praca w Twoim przypadku?
- T: W momencie gdy przyłączyłem się do Polar Rose miałem pracować samodzielnie z Polski i co dwa tygodnie latać do Szwecji. Taki model pracy był już przetestowany przez moich kolegów, ponieważ nasz główny architekt mieszka w Amsterdamie.
Mojemu nowemu pracodawcy na tyle mocno spodobała się współpraca z Polską, że dość szybko zdecydował się otworzyć oddział w Warszawie. Obecnie polski zespół liczy sześć osób.
Mam przyjemność pracować z mądrymi, samodzielnymi ludźmi i praca zdalna w naszym przypadku wygląda w ten sposób, że codziennie o 10:00 rano zestawiamy Skype konferencje pomiędzy Warszawa, Malmo oraz Amsterdamem, krótko dzielimy się naszymi planami na dany dzień, a następnie wspólnie lub samodzielnie układamy elementy naszych puzzli. Do zarządzania projektami używamy całego pakietu produktów firmy Atlessian. - D: Czyli sposób Waszego funkcjonowania raczej odbiega od typowego startupu internetowego. Właściwie pracujesz w polskiej filii firmy… czy nadal masz poczucie tworzenia ‘wersji 1.0′?
- T: Zdecydowanie mam poczucie tworzenia ‘wersji 1.0′. Biorę pełna odpowiedzialność za wszystkie błędy jakie popełniłem ale również przypisuję sobie prawo do świętowania sukcesu. Ułamek Polar Rose należy do mnie dlatego dołożę wszelkich starań aby nam się udało.
- D: Poprzednio pracowałeś przybiurkowo - ciężko było się przestawić?
- T: Na samym początku, gdy pracowałem z domu, dużym wyzwaniem było dla mnie zakończenie pracy. Mocno się wciągnąłem w powierzone mi zadania, szybko wprowadzałem się w stan przepływu i miałem kłopot z zamknięciem komputera. Zmieniło się to w momencie gdy wynajęliśmy biuro. Myślę, że jeśli ktoś pracuje samodzielnie dobrym rozwiązaniem jest wynajęcie biura wraz ze znajomymi lub praca w kawiarni.
- D: Jak wielu ludzi jest zaangażowanych w Polar Rose?
- T: W Polar Rose pracuje 18 osób. Trzy osoby pełnią funkcje związane z zarządzaniem, marketingiem i kontaktami z partnerami, dwie osoby zajmują się grafiką, interakcją z użytkownikiem i generalnie przygotowaniem warstwy prezentacyjnej dla naszych aplikacji, jedna osoba zajmuje się administracją naszymi serwerami reszta natomiast to inżynierowie działający w obszarze computer vision i budowy platformy.
- D: Czy możesz zdradzić z jakich technologii korzystacie w każdej z warstw waszego rozwiązania?
- T: Praktycznie cala platforma jest napisana w Java. Vision SDK jest napisane w C++. Pewne mniejsze komponenty zostały stworzone przy użyciu Python-a.
- D: Skąd Polar Rose ma finansowanie?
- T: Firma została założona przez Jana Erika Solem i nosiła nazwę Grund Truth Vision. W tych czasach była finansowana z kieszeni Jana Erika i grantów naukowych. We wrześniu 2006 roku do firmy dołączył Nikolaj Nyholm, który został naszym CEO i pomógł uzyskać finansowanie na poziomie 4,5 mln euro.
- D: Jakie plany rozwoju?
- T: Chcielibyśmy zbudować system do precyzyjnego wydobywania semantyki ze zdjęć umieszczonych w Internecie. To jest marzenie jakie mamy wspólnie z kilkoma kolegami i które pragniemy zrealizować. Zadanie jest bardzo ambitne. Im więcej tym się zajmuję, tym bardziej zdaję sobie sprawę jak trudne jest to zagadnienie.
W krótszym terminie, do końca roku, chcielibyśmy w pełni otworzyć się na Internet (obecnie zaprosiliśmy jedynie około 1200 beta użytkowników), podzielić się wynikami naszej pracy w obszarze klasyfikacji i analizy skupień twarzy oraz rozpocząć pracę nad API z którego mógłby korzystać każdy użytkownik internetu. - D: Czy tworzycie rozwiązanie z myślą o sprzedaży całości wielkiemu G?
- T: To jedno z najczęściej zadawanych mi pytań. Zawsze czuję się niezręcznie odpowiadając na nie. Moim zdaniem zanim zacznie się myśleć o sprzedaży, fuzjach i tego typu zagadnieniach, powinno się dać z siebie wszystko i zbudować przedsiębiorstwo lub technologie, które reprezentują jakąś wartość. Taki jest też nasz cel w Polar Rose.
- D: Skąd nazwa Polar Rose?
- T: Nazwę zasugerował Nikolaj. Wydawała się być bardziej atrakcyjna niż Grund Truth Vision. Podoba nam się konwencja eksploracji internetu, odkrywania czegoś nowego. Jedną z naszych aplikacji nazwaliśmy Nasnen. Tak nazywał się norweski podróżnik i zdobywca Grenlandii. Odrobina ideologii dla zabawy ;-)
- D: Jak wygląda polski światek startupów z Twojej perspektywy?
- T: Słabo ten światek znam. Jedynym miejscem gdzie spotykam się z polskim światem startupów jest Bootstrap i kilka blogów, które od czasu do czasu przeglądam. Mam wrażenie, że w naszym polskim światku zbyt dużo ludzi rozmawia o pieniądzach, kto, gdzie i za ile sprzedał, a nie o samych pomysłach.
Wydaje mi się, że obecnie zbyt dużo przedsięwzięć powstaje tylko po to, aby ktoś je kupił, a nie po to żeby opracować coś co pomaga ludziom, dostarcza informacji lub po prostu bawi. Głęboko wierzę, ze Ci którzy koncentrują swoją energią tylko na tym jak się sprzedać są z góry na straconej pozycji. Oczywiście mogę się mylić.
Polar Rose to tylko cześć mojej aktywności. Wraz z kilkom kolegami budujemy serwis www.natrasie.pl, który pomoże podzielić się z przyjaciółmi wrażeniami z wyprawy oraz znaleźć ciekawy pomysł na weekendową wycieczkę. Mam nadzieje, że już wkrótce, nasze przedsięwzięcie przerodzi się w poważniejszy start-up.
Jeżeli jednak tak się nie stanie, to spróbuję czegoś nowego. Pomysłów mam sporo i wszystkie pilnie notuje. Otacza mnie również wielu zdolnych przyjaciół, z którymi swobodnie mogę atakować trudniejsze zadania. - D: Trochę Cie sprowokuję, czy Twoja negatywna opinia dotycząca ‘pogoni za kasą’ nie wynika aby z tego, że dla Ciebie są to jednak dosyć egzotyczne problemy? Polar Rose ma zapewnione finansowanie, a jednocześnie Ty nie odpowiadasz wprost za sukces czy porażkę całego przedsięwzięcia?
- T: Polar Rose rzeczywiście ma kilka milionów na koncie wiec nie musi ‘ganiać za kasą’ i jest w przeciwieństwie do wielu innych projektów w komfortowej sytuacji.
Jednak Polar Rose to część mojej aktywności. Jestem, wraz z kilkoma kolegami, zaangażowany w przedsięwzięcie, które w całości finansujemy z własnej kieszeni.
Swoja wypowiedzią chciałbym jedynie zaznaczyć, ze należy zachować proporcje. Opracowanie modelu biznesowego jest bardzo ważne lecz zdecydowanie więcej czasu należy moim zdaniem poświęcić samemu pomysłowi. Wartościowy pomysł to taki, który bawi, informuje lub po prostu pomaga ludziom i sam w sobie ma olbrzymi oraz trudny do oszacowania potencjał finansowy. Panowie Page i Brin bardzo długo nie mieli nawet mglistej koncepcji na model biznesowy i koncentrowali uwagę na samym pomyśle. Nie myśleli również o sprzedaży zaraz po uruchomieniu wersji 1.0. Kto wie może dzięki temu dzisiaj kupują wszystkich na około ;-)
Rozróżniłbym tez ‘gonitwę za finansowaniem’ a ‘budowaniem pod sprzedaż’. Poszukiwanie finansowania jest w moim odczuciu bardzo zdrowym zachowaniem i świadczy o dojrzałości pomysłu. Mniej zdrowe wydaje mi się budowanie aplikacji tylko po to aby kupiła ja firma X czy G.
Mam nadzieję, że www.natrasie.pl rozrośnie się do tych rozmiarów, że będziemy się borykać z problemami poszukiwania funduszy na dalszy, szybki rozwój :-) - D: Gdy się poznaliśmy pracowałeś jeszcze na ciepłej posadce w dużej korporacji. Opowiedz o kulisach swojej decyzji o pójściu w startupy?
- T: To była cześć pewnego procesu, który zachodził w moim wnętrzu. Składało się na to wiele zagadnień oraz doświadczeń. Szukałem swojej ścieżki, a samo podjecie decyzji o zmianie trwało kilka miesięcy. Kocham życie z pasją i zrozumiałem, że w moim życiu chcę dokonać trwałych zmian. Zmiana środowiska pracy była jednym z elementów.
- D: Warto było? Może krótka lista plusów i minusów?
- T: W korporacji miałem szczęście pracować w stosunkowo małym zespole ciekawych i pożądanych ludzi. Nie żałuję czasu tam spędzonego. Bardzo dużo się nauczyłem i wiele rzeczy zrozumiałem. Jednak z perspektywy czasu i jakości życia jakie teraz prowadzę jestem szczęśliwy, że podjąłem decyzje o zmianie.
Hmmm… lista plusów. Zdecydowanie większa samodzielność i odpowiedzialność, efektywniej wykorzystany czas, ambitniejsze i ciekawsze zadania. Czuję, również, że zdecydowanie zmienił mi się stan umysłu i wiem, że to co robie ma sens. Jestem bardzo pozytywnie i optymistycznie nastawiony do życia. To chyba są dla mnie najważniejsze elementy.
Minusy. Zmian dokonałem na początku roku. Tuz przed samym skokiem oraz na początku pracy w Polar Rose bardzo się obawiałem utraty stabilizacji. Potrzebowałem kilku miesięcy żeby zrozumieć jak głupie i bezpodstawne były moje obawy.
Cieszę się również z pracy przy natrasie.pl. Dużo trudniej byłoby mi się zaangażować w tego typu przedsięwzięcie gdybym pracował w korporacji.
Jestem zadowolony z życia.









Wiktor Schmidt said,
październik 30, 2007 @ 09:59
Fajnie, że wspomniałeś o coworkingu - szkoda, że nie wymieniłeś go z nazwy :-)
Sabon (Radek Sienkiewicz) said,
październik 30, 2007 @ 15:06
Bardzo dobry wywiad.
Myślę, że trzeba jak najwięcej pokazywać podobnych przypadków w Polsce, bo ci co robią coś naprawdę fajnego, na skalę globalną, przeważnie są mało widoczni w Polsce.
daniel said,
październik 30, 2007 @ 15:23
@Wiktor
Mam wrażenie, że co-working to nowy termin na zjawisko istniejące od lat :)
@Sabon
Staram się z całych sił :) Obiecuję, że będą następne!
A z tą widocznością to chyba jest tak, że albo się robi albo się opowiada o robieniu :)
kodz said,
październik 31, 2007 @ 09:45
dobra robota.
Puls Bootstrapa said,
styczeń 15, 2008 @ 16:58
[…] Wypada więc oficjalnie zaliczyć polski oddział Polar Rose do grupy bootstrapowego potomstwa :) Więcej o Polar Rose i przygodzie Tomka znajdziecie w wywiadzie jaki z nim przeprowadziłem kilka miesięcy temu […]
Shoovi said,
sierpień 26, 2008 @ 09:33
Czołem,
Świetny wywaid, mądre pytania i jakże fantastyczne odpowiedzi. Dzięki za pozytywną energię z rana.
Pozdrawiam z zaCorpowego biurka ;)
Shoovi said,
sierpień 26, 2008 @ 10:26
Tomasz powiedział: “Doświadczenie jaki zdobyłem podczas zakładania oddziału firmy zagranicznej w Polsce uświadomiły mi ogrom różnic pomiędzy Polska a tzw. zachodem.” - można jakoś rozwinąć ten wątek?
daniel said,
sierpień 26, 2008 @ 10:43
Dzięki, przekazałem Twoje pytanie Tomkowi, pewnie niebawem coś tu odpisze…
Tomasz Korzeniowski said,
sierpień 26, 2008 @ 12:14
Miałem na myśli procedury związane z rejestracją oddziału firmy zagranicznej w Polsce.
Teoretycznie proste ale w praktyce strasznie bolesne. Zwłaszcza dla start-up typu Polar Rose.
To co jest oryginałem dla Szwedów, gdzie w urzędach funkcjonuje obieg elektroniczny dokumentów, nie jest dokumentem dla naszego KRS :-)
Moi koledzy musieli się również nauczyć kilku ważnych polskich terminów jak np: “Potrzebuje faktury a nie rachunku”… funkcjonowania pewnych spraw w Polsce nadal nie rozumieją.
Zapraszam na spotkanie bootstrapa tam chętnie przy szklaneczce piwa (ewntualnie filiżance kawy) opowiem o śmiesznych, a zaraz smutnych przygodach z jakimi musieliśmy się borykać (i w kilku przypadkach nadal się borykami :-()
Shoovi said,
sierpień 26, 2008 @ 13:37
Tomasz serdeczne dzięki za odpowiedź. Podejrzewam, że chodziło też o pieczątki ;) To, co do zobaczenia na bootstrap… tylko kiedy? :)
daniel said,
sierpień 26, 2008 @ 15:22
Termin zawsze jest ogłaszany ze stosownym wyprzedzeniem na http://bootstrap.pl/