Lektury c.d
Idąc za ciosem chciałbym zarekomendować kolejne dwie książki z którymi udało mi się zapoznać w ciągu kilku ostatnich tygodni. Obie opisują świat Krzemowej Doliny. Obie także przedstawiają historie firm i osób, które poważnie zmieniły oblicze Internetu.
Pierwsza rekomendacja dotyczy wydanej w zeszłym roku książki: ‘Szukaj. Jak Google i konkurencja wywołali biznesową i kulturową rewolucję’ Johna Battelle’a.
Od razu się przyznam – w przeciwieństwie do wielu znajomych developerów nie należę do grona wierzących w Google jako Firmę Oświeconą czy też Najlepsze We Wszechświecie Miejsce Pracy. Co więcej przerażają mnie podobne w brzmieniu oświadczenia padające z ust mądrych, czasem wybitnych ludzi aktualnie pracujących dla Wielkiego G.
Nie wiem czy to moja paranoiczna natura, czy też jak może powiedzieć ktoś mi nieżyczliwy nieujawniona frustracja bo nie pracuję w Google - tak czy inaczej uważam, że stanem naturalnym w przyrodzie jest równowaga. Rozumiem więc, że dla jednego Google to raj na ziemi, ale dla innego to pasmo rozczarowań. Ja jakoś tych niezadowolonych głosów nie słyszę i to wzbudza moją podejrzliwość : ).
Jak więc widać zabrałem się za lekturę z tezą ‘no dobra to pokaż jakie wady ma to całe Google jako przedsiębiorstwo’ odstawiając tym samym na drugi plan wszelkie rewolucjonalia kulturowe.
Jakie są więc moje przemyślenia po lekturze?
Mam wrażenie, że ogromny sukces firm zawdzięcza odważnemu i nowatorskiemu podejściu do zarządzania (głownie produkcją oprogramowania). Fascynacja pana Page’a optymalizacją działania we wszelkich aspektach (czas, zasoby, finanse) to jeden z filarów dzisiejszej potęgi Google. Wielu zachwyca się architekturą GFS, czy innymi MapReduce upatrując w tym ogromnej przewagi strategicznej, a wygląda na to, że te rozwiązania zrodziły się z maniakalnego dążenia do wyciśnięcia ostatnich soków z dostępnych zasobów. Wynaleziona przez Toyote metoda tzw. szczupłej produkcji (lean production) znalazła zastosowanie w przemyśle software’owym na dużą skalę właśnie w Google i jak widać nieźle się sprawdza (BTW: cała rodzinach agile’owych metodologii to także dzieci lean production).
Popatrzmy na powszechnie opiewaną regułę 20%. Z jednej strony sprawia developerom mnóstwo frajdy, ale jest także narzędziem poprawiającym przepływ wiedzy wewnątrz firmy i metodą ciągłego kształcenia się pracowników. Powstające przy okazji produkty czy usługi są właściwie produktem ubocznym :) Jest więc bardzo prawdopodobne, że kilka/naście lat Google stanie się wzorem w zakresie zarządzania jak lata temu General Electric.
Z drugiej strony wygląda, iż mimo ogromnego sukcesu firma cierpi na syndrom właścicielski. Ojcowie założyciele nadal chcą wpływać i sprawować kontrolę nad funkcjonowaniem wszelkich mechanizmów w ‘swej’ organizacji – stąd władzę sprawuje dziwny triumwirat Page, Brin, Schmidt – choć oficalnie CEO jest Schmidt.
Trochę chyba wyjaśniła się kwestia tak świetnego wizerunku. Google stanęło niegdyś przed wyborem reklama za bodaj 1/3 wszystkich środków jakie mieli czy działania PR. Wygląda więc na to, że opanowali do perfekcji zarządzanie swoim wizerunkiem, skoro nawet oczywiste dowody (Chiny, ciągłe gmeranie przy tajnym PageRank), że “Don’t Be Evil” to juz tylko slogan, nie spowodowały trwałego uszczerbku.
Strasznie dużo tych przemyśleń, więc już na samo zakończenie dodam - bardzo mocną stroną książki „Szukaj…” jest postać autora. John Battelle jest jednym z twórców magazynu Wired i Industry Standard większość opisywanych zdarzeń zna z pierwszej ręki albo nawet był ich uczestnikiem. Co w moich oczach znacznie podnosi wartość opowiadanych historii. Nie obyło się oczywiście bez żałosnych ewangelizmów, ale na szczęście autor sadzi takie kwiatki tylko na początku i na końcu pozostawiając środek czystym.
Druga rekomendacja to wydana w 2001 książka „Coś nowego. Opowieść z Doliny Krzemowej” autorstwa Michaela Lewisa.
Jest to fabularyzowana opowieść o Jimie Clarku twórcy legendarnej firmy SGI, założycielu Netscape i właścicielu jachtu który naszpikowany komputerami SGI ponoć jest (był?) bardziej skomplikowaną maszynerią niż Boeing 747.
Autor wielokrotnie na przestrzeni kilkunastu lat spotykał się z Clarkiem, obserwował więc narodziny i rozwój kolejnych jego pomysłów.
Możemy dzięki temu poznać okoliczności gorzkiego rozstania Clarka z firmą, którą sam założył - SGI. Rozstania które właściwie można nazwać wyrzuceniem (Clark został pozbawiony opcji na akcje). Mamy okazję poznać kulisy narodzin Netscape’a, przeczytać kilka opowieści z czasów wojen przeglądarek, czy po po prostu posmakować atmosfery z czasów pierwszej bańki internetowej.
Przede wszystkim jednak poznajemy samego Jima Clarka jako niepokornego wizjonera, który robiąc jedno - myśli już o 10 następnych pomysłach. Raz jest to pomysł na nowy sposób korzystania z sieci (Netscape), innym razem na telewizję na żądanie (pomysł który się nie udał), jeszcze innym razem obsesja budowy największego jachtu (mieszącego się pod Golden Gate) w którym komputery będą nie tylko same wciągały żagle, ale też dbały o temperaturę wina czy wybór filmów z podręcznej (podpokładowej?) dvdoteki (sic!). Jednym słowem świetna lektura wzmagająca motywację : ) do tworzenia następnej Dużej Rzeczy!
Aha i jeszcze jedna ciekawostka, zastanawiałem się jakim cudem założyciele YouTube przekonali VC do wykładania takiej kasy (gdzieś wyczytałem, że YT mialo spalanie na poziomie 100 mln usd w kwartał) – a tu okazuje się, że pan Clark jest teściem jednego z założycieli.
PS: obiecuję następny post będzie już wreszcie techniczny.
[google startup]








Darek Rusin said,
styczeń 11, 2007 @ 13:46
Dobre rekomendacje. Obie poszły już na moją listę życzeń :)
A teraz siedzę i drapie się w głowę próbując zgadnąć na co YouTube wydawał co kwartał te $100 mln. Zakładam, że mieli solidny powód, ale suma jest zawrotna. Ciekawe…
daniel said,
styczeń 11, 2007 @ 13:48
Kasa szła głównie na pasmo, serwowanie tych dziesiątków (wówczas bo teraz to już chyba setki) milionów plików wideo dziennie potrzebuje duuuuużej rury.
ciukes said,
styczeń 11, 2007 @ 16:32
YouTube wildly profitable?
http://blogs.zdnet.com/Ratcliffe/?p=186
Youtube bandwidth: terabytes per day
http://blog.forret.com/2006/05/youtube-bandwidth-terabytes-per-day/
Krzysztof Szafranek said,
styczeń 13, 2007 @ 19:19
Biorąc pod uwagę Twój wstęp, może argumentem za Googlem będą dla Ciebie argumenty przeciw :), wysuwane przez pracowników. Byłych pracowników.
http://blog.outer-court.com/archive/2007-01-08.html#n51
Też nie wierzę w cuda i obawiam się, że model “startupowy”, oparty na ostrej selekcji pracowników i daniu im dużej wolności, jaki Google usiłuje wyskalować do rozmiarów korporacji, po prostu nie da się tak nagiąć. Obawiam się, że firmę pewnie dotknie los Microsoftu i zacznie uginać się pod własną masą (i masą 6 warstw managerów).
Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno źle im nie życzę.
grejpfrut / Przegląd prasy said,
styczeń 17, 2007 @ 17:18
[…] Jeszcze tylko parę linków i kończę :) Jacek Laskowski napisał bardzo ciekawy artykuł o tworzeniu aplikacji Java EE 5 z użyciem Glassfisha oraz Maven2. W wolnej chwili naprawdę polecam. W poprzednim poście napisałem krótką recenzję książki Johna Battelle’a “Szukaj” jeżeli macie ochotę to można się również zapoznać z alternatywną recenzją z jarmark.org. Na sam koniec, koniecznie zobaczyć trzeba to video :) […]