Coś się kończy, coś się zaczyna

Ledwie człowiek porzuci pisanie bloga na kilka miesięcy, a tu już pomór. Netto zamknięte (no dobra jest brutto, ale wygląda raczej jak tara), webstop martwy, bootstrap w lekkiej hibernacji (choć właśnie się budzi), Artur pisze o spleśniałych kanapkach, Kuba też jakby na hamulcu - jednym słowem fin de siècle.
Sam nie jestem lepszy, zmęczony idiotycznymi pomysłami na “startup web2.0″ - czego objawy przeciekły mi nawet do artykułu w Polityce w którym zabrałem głos, zdecydowanie oczekiwałem nowego…
Doczekałem się.
Pierwsza nowość to narodziny córki. Zojka wybrała sobie dokładnie Boże Narodzenie na premierę (dla wtajemniczonych Apgar 10 i 3460g). Będzie miał więc kto przejąć kramik i pisać o web 9.0 i nadchodzącej erze powszechnej mobilności w sieci czy też sieci w mobilności.
Druga nowość to narodziny Macoscope.
Brak w 40 milionowym kraju, którego programiści ścigają się z powodzeniem z chłopakami z MIT czy Carnegie Melon, firmy tworzącej oprogramowanie na komputery Apple’a wydał mi się niezłą szansą. Wiadomo, niewykorzystane okazje się mszczą, stąd też motywacja, aby tchnąć w swój pomysł życie i tak oto wraz z kodzem i elevenem w lutym objawiliśmy Macoscope światu. Odzew przeszedł nasze oczekiwania, raz, że bardzo pozytywny, dwa, że całkiem intensywny. Czy uda się z tego stworzyć miły dla oka biznes? Jestem przekonany, że tak…
Co dalej?
Postaram się od czasu do czasu wystawiać coś nowego na jarmarku, tym razem jednak bez nadmiernych deklaracji co do systematyczności i terminów. Na dziś lista tematów, o których chciałbym coś skrobnąć jest całkiem spora, oby więc starczyło mi na to czasu.









